DOJRZEĆ DO MAXI
Jest późny wieczór, a ja zabieram się do pisania nowej notki, w której tym razem na celowniku sukienka maxi! Jest to jeden z tych fasonów, które bardzo sobie cenię. Sięgająca do ziemi, powłóczysta, a do tego w letnim klimacie.
Czasy podstawówki pamiętam jeszcze dzisiaj i choć może nie wszystkie szczegóły mam przed oczami, to teraz zastanawiając się skąd kojarzę maxi, mogę napisać ... z korytarzy szkolnych! Czy to oznacza, że ja, mała, sześcioletnia dziewczynka, pomykałam w takiej sukience po szkole? Nie, to mało możliwe. Prędzej bym się zabiła w tym długim, luźnym fasonie, a przy tym została wyśmiana przez kolegów i koleżanki. Wtedy modne były mini i każda z nas taką chciała mieć :)
Ale nasze mamy, które codziennie w gorące dni wyczekiwały na swoje pociechy, by móc zapytać: Jak było w szkole maluszku? To one nosiły coś długiego, po same kostki, za czym można się było schować, w razie ataku chłopca z równoległej klasy, który pojawiał się nagle i szarpał za warkocze. Wtedy zastanawiałam się jak można coś takiego nosić? Dla mnie było to modową zbrodnią.
Dziś dojrzałam do tego, by móc napisać ten krój jest w stu procentach dla mnie :)
Bardzo dobrze Ci w tym kroju! Dobrze, że się przełamałaś! Bardzo ładne zdjęcia!
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie :)
notnormalgirlblog.blogspot.com
Ślicznie wyglądasz w tej sukience! :D
OdpowiedzUsuńhttp://seethelifeofthisbetterparties.blogspot.com/